Czułam wciąż ten zapach. Wciągnęłam go w nozdrza po raz któryś. Jakiś przebłysk pojawił się w moim umyśle. Przez ułamek sekundy widziałam płomienie, leniwie pochłaniające małe łóżeczko. Towarzyszyło temu jedno słowo, wypowiedziane cichutkim, dziecięcym głosikiem: "Nie". Zachwiałam się. Próbowałam samodzielnie złapać równowagę, jednak Leanne uznała, że nie dam sobie z tym rady.
- Mam ci cały czas pomagać? - zapytała.
- Nie, dzięki.
- No ja mam nadzieję. - W jej tonie słychać było coś, co brzmiało jak "Następnego razu ma nie być, jasne?".
Gdzieś w oddali zamajaczyła mi jakaś postać. Po plecach przebiegł mi dreszcz. Ktoś nas obserwował i nawet nie próbował zbytnio się z tym kryć. Wydało mi się to naprawdę niepokojące. Chciałam coś powiedzieć, ale wtedy sylwetka zniknęła między drzewami.
Przeanalizowałam wszystko w myślach. Nie mogę o tym powiedzieć Leanne, bo uznałaby mnie za wariatkę. Jeżeli uzna mnie za wariatkę to mnie zostawi. Jeżeli mnie zostawi... prawdopodobnie skończę w łapskach żołnierzy.
Przeszłyśmy kolejnych kilka kroków. Moim oczom ukazało się coś, co przypominało małe obozowisko. Ujrzałam miejsce, w którym trawa była lekko nadpalona. Obok stał prowizoryczny namiot, składający się z kilku zszytych ze sobą płaszczy przeciwdeszczowych.
Usłyszałam szelest. Leanne nagle odwróciła się w stronę, z której dobiegał dźwięk. Po chwili dobiegł mnie jęk jakiegoś chłopaka, który był poprzedzony odgłosem uderzenia pięścią o policzek. Spojrzałam tam. Leanne stała nad kimś i wznosiła głowę do góry. Uniosła ręce, jakby chciała sięgnąć do swojej twarzy, ale natychmiast je opuściła ze zrezygnowaniem.
- Alex, do cholery, czy ty nigdy się nie nauczysz?
Chłopak wstał. Z kącika jego ust płynęła wprawdzie cienka strużka krwi, ale mimo to nie przestawał się przepraszająco uśmiechać. Wariat, ot co.
- A kto to? - zapytał. Czułam na sobie jego ciekawski wzrok, jakbym była obrazkiem z serii "Patrz przez 30 sekund i przenieś wzrok na ścianę"
- Emma - mruknęłam.
- Alex. Alexaandeer! - zanucił. Wyciągnął do mnie rękę. Z lekką dozą niepewności podałam mu swoją dłoń, a ten potrząsnął nią tak, że omal co mi nie odpadła. Następnie poprawił swoje ciemnobrązowe włosy, w których tkwiło coś, co wyglądało na popiół.
Leanne zauważyła, że wpatrywałam się w te szare drobinki. Skrzywiła się i sięgnęła do włosów chłopaka. Ten odsunął się na bok i pokręcił głową.
- Mowy nie ma! To pamiątka. Pamiątek się nie niszczy! - zaprotestował.
Moja znajoma przewróciła oczami i oparła się o mnie tak niedbale, jak to tylko było możliwe.
- Też kiedyś miałam pamiątkę. To była mała kula śnieżna. W środku była baletnica. Pewnego dnia siedziałam przed domem i chciałam sprawdzić wytrzymałość szkła, a że nic innego nie było pod ręką, chwyciłam kulę i ją rozbiłam. Nie żałowałam, bo przynajmniej dowiedziałam się, z jakiej wysokości musi spaść kula śnieżna, aby się rozbić.
- Naprawdę nie żałowałaś? - zapytałam.
- Skąd, kłamię. Przez dwa tygodnie nie mogłam się pozbierać.
Alex roześmiał się. Miał taki chłopięcy głos. W myślach wyceniałam jego wiek na około czternaście lat. Ciekawiło mnie, w jakim obozie i przez ile czasu musiał być, aby ciągle nie tracić pogody ducha?
- Ty jesteś... Niebieski? - zgadywałam.
- Nie-e! Żółty! - Alex podniósł dumnie głowę.
- Kolor nie ma nic do rzeczy - mruknęła Leanne, która wreszcie raczyła przestać się o mnie opierać. - Chyba ci trzeba zmienić mundurek, Emma. Możesz wziąć sobie coś z moich rzeczy, jeżeli będą pasować. Alex, spalisz później te jej ciuszki?
Spalisz. Spalisz, to słowo, które od czasu do czasu tłukło mi się po głowie, wypowiadane cichym, spokojnym głosem. Słowo wrzynające się boleśnie w myśli. "Spalisz to".
- Idź lepiej spać - doradziła dziewczyna.
Postanowiłam dostosować się do jej rady i wpadłam do namiotu, w którym, o dziwo, było całkiem sporo miejsca. Sen przyszedł szybko, ale równie prędko odchodził.
Przebudziłam się i zamiast podejmować próby ponownego zaśnięcia wpatrywałam się w prowizoryczny sufit. Ciemność na zewnątrz mnie nie przerażała. Wiedziałam, że są rzeczy od niej gorsze.
I wtedy usłyszałam szept. Nie rozróżniałam słów, ale wyczuwałam coś złowrogiego w samym tonie. Postanowiłam wstać i rozeznać się w sytuacji.
Wyszłam z namiotu, stawiając kroki najostrożniej jak tylko mogłam. Szłam przed siebie, abym się nie zgubiła. W miarę oddalania się nabierałam przeczucia, że tak naprawdę nic mi nie grozi. Po kilku minutach marszu odwróciłam się i rozpoczęłam drogę powrotną.
Kiedy dotarłam do naszego obozowiska zauważyłam trzech intruzów. Krzyknęłam, czym niestety zwróciłam na siebie uwagę. Usłyszałam zduszony okrzyk Leanne, odgłosy szamotaniny i krótkie wyładowanie elektryczne, które rozświetliło przez chwilę mrok.
Poczułam, jak ktoś zatyka mi czymś usta i przestałam cokolwiek widzieć.
niedziela, 28 września 2014
niedziela, 14 września 2014
Rozdział II
Obudził mnie zapach czegoś znajomego. Woń kojarzyła mi się z czym miłym. Pamiętałam ją jakby z dalekiej przeszłości, z odległego miejsca, w którym dawno już się nie pojawiałam.
Do mojego umysłu jak burza wpadła myśl: możesz oddychać. Wzięłam głęboki wdech. Płuca wypełniły się chłodnym powietrzem. Wypuściłam je ze świstem. Powtórzyłam wszystko, jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze...
Nagle ktoś dał mi porządnie z liścia.
- Auu - jęknęłam. Próbowałam dźwignąć się z ziemi, lecz po chwili padłam na nią ponownie. Wtedy na mojej twarzy spoczęło coś niemiłosiernie łaskoczącego. Otworzyłam oczy i zobaczyłam rozmazaną plamę złota, spływającą powoli na mój nos. Zamrugałam kilka razy, aby odzyskać ostrość widzenia. Kiedy obraz wreszcie nabrał sensu zrozumiałam, że to po prostu blond włosy. A włosy powinny mieć i właściciela.
- Co się tak podniecasz? Trzasnęłaś w drzewo! - przypomniał mi wysoki dziewczęcy głos. Po chwili dotarł do mnie też fakt, iż ta plama nade mną to nie prześwit między drzewami, ale blada twarz dziewczyny. Zresztą, mogłam się tego domyśleć: po co prześwitowi między drzewami okulary?
- Ja wiem - powiedziałam mało inteligentnie- Walnęłam w drzewo.
- Kojarzysz fakty - mruknęła blondynka- Nie wiem coś ty robiła, ale wiem, że jesteś...
- Zielona?
- ...kretynką. Miałam na myśli kretynkę.
W końcu poczułam, że jestem w stanie wstać. Dźwignęłam się i chwiejnie stanęłam na nogach.
- Umiesz też chodzić. Gratulacje. W takim razie przejdźmy do konkretów.- W tym miejscu dziewczyna zachichotała z własnego żartu - Ja jestem Leanne.
Skinęłam głową. Nagle uświadomiłam sobie, że niezbyt pamiętam kim ja jestem. Wytężyłam wszystkie siły mojego umysłu, aby sobie przypomnieć. Niestety, nie udało się. Postanowiłam więc zmyślać.
- Emma - przedstawiłam się. Zawsze chciałam mieć na imię Emma.
Leanne przyjrzała mi się badawczo. Jeszcze nigdy nikt mnie tak nie prześwietlał samym wzrokiem. Poczułam się zagrożona. Kiedy zaczęłam rozważać nagłą ucieczkę blondynka przestała mi się przyglądać. Kiwnęła głową, jakby z czymś się zgadzała. Odwróciła się i przeszła kawałek. Stałam tam dalej i patrzyłam, jak powoli odchodzi.
- Idziesz ze mną czy nie idziesz?
Byłam zaskoczona. Myślałam, że wzmianka o chodzeniu to po prostu taki żarcik. Leanne przekrzywiła głowę na lewą stronę.
- Długo mam tu stać? - zapytała.
- Nie - z moich ust wydobyło się to jedno słowo. Pomaszerowałam przed siebie. Dziewczyna uśmiechnęła się krzywo i zrównała krok ze mną.
Jeszcze nie wiedziałam do czego mnie to doprowadzi.
Do mojego umysłu jak burza wpadła myśl: możesz oddychać. Wzięłam głęboki wdech. Płuca wypełniły się chłodnym powietrzem. Wypuściłam je ze świstem. Powtórzyłam wszystko, jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze...
Nagle ktoś dał mi porządnie z liścia.
- Auu - jęknęłam. Próbowałam dźwignąć się z ziemi, lecz po chwili padłam na nią ponownie. Wtedy na mojej twarzy spoczęło coś niemiłosiernie łaskoczącego. Otworzyłam oczy i zobaczyłam rozmazaną plamę złota, spływającą powoli na mój nos. Zamrugałam kilka razy, aby odzyskać ostrość widzenia. Kiedy obraz wreszcie nabrał sensu zrozumiałam, że to po prostu blond włosy. A włosy powinny mieć i właściciela.
- Co się tak podniecasz? Trzasnęłaś w drzewo! - przypomniał mi wysoki dziewczęcy głos. Po chwili dotarł do mnie też fakt, iż ta plama nade mną to nie prześwit między drzewami, ale blada twarz dziewczyny. Zresztą, mogłam się tego domyśleć: po co prześwitowi między drzewami okulary?
- Ja wiem - powiedziałam mało inteligentnie- Walnęłam w drzewo.
- Kojarzysz fakty - mruknęła blondynka- Nie wiem coś ty robiła, ale wiem, że jesteś...
- Zielona?
- ...kretynką. Miałam na myśli kretynkę.
W końcu poczułam, że jestem w stanie wstać. Dźwignęłam się i chwiejnie stanęłam na nogach.
- Umiesz też chodzić. Gratulacje. W takim razie przejdźmy do konkretów.- W tym miejscu dziewczyna zachichotała z własnego żartu - Ja jestem Leanne.
Skinęłam głową. Nagle uświadomiłam sobie, że niezbyt pamiętam kim ja jestem. Wytężyłam wszystkie siły mojego umysłu, aby sobie przypomnieć. Niestety, nie udało się. Postanowiłam więc zmyślać.
- Emma - przedstawiłam się. Zawsze chciałam mieć na imię Emma.
Leanne przyjrzała mi się badawczo. Jeszcze nigdy nikt mnie tak nie prześwietlał samym wzrokiem. Poczułam się zagrożona. Kiedy zaczęłam rozważać nagłą ucieczkę blondynka przestała mi się przyglądać. Kiwnęła głową, jakby z czymś się zgadzała. Odwróciła się i przeszła kawałek. Stałam tam dalej i patrzyłam, jak powoli odchodzi.
- Idziesz ze mną czy nie idziesz?
Byłam zaskoczona. Myślałam, że wzmianka o chodzeniu to po prostu taki żarcik. Leanne przekrzywiła głowę na lewą stronę.
- Długo mam tu stać? - zapytała.
- Nie - z moich ust wydobyło się to jedno słowo. Pomaszerowałam przed siebie. Dziewczyna uśmiechnęła się krzywo i zrównała krok ze mną.
Jeszcze nie wiedziałam do czego mnie to doprowadzi.
sobota, 13 września 2014
Rozdział I
Wykręciłam rękę pobliskiego faceta. Przede mną
jednak stali następni, gotowi odciąć mi drogę ucieczki. Dlaczego? Co ja im
zrobiłam? No dobrze, miałam na plecach tego cholernego czerwonego iksa, ale nie
byłam Czerwona. Wcale. Musieli się pomylić. Jestem Zielona. Tak, jestem
Zielona. Nie ma żadnej innej możliwości poza tą. Myślę logicznie.
Nie ma żadnych dowodów. Nic nie podpaliłam, nic nie zrobiłam, jestem niewinna.
Powtarzałam to sobie jak mantrę, zmuszając siebie do biegu. Niewinność zawsze
się wybroni, jak mawiał… jak mawiał kto?
Biegłam przed siebie, usiłując uniknąć konfrontacji z ubranymi na czarno mężczyznami. Zaskoczyłam ich, dlatego jeszcze byłam w stanie jako tako uciec. Inni chyba nie mieli takiego szczęścia, o ile szczęściem można nazwać zbieganie przed jakimiś żołnierzami z bólem w klatce piersiowej. A może chodziło im o wolność? To trochę… zbyt idealistyczne? Może chcieli po prostu się wydostać z tego piekła. Niezbyt im się to udało, wnioskując z opowieści, krążących po naszym obozie.
Doganiali mnie. Odwróciłam się na chwilę i to był mój błąd. Potknęłam się, przekoziołkowałam kilka razy i poczułam mocne uderzenie. Po delikatnym dotyku liści wywnioskowałam, że uderzyłam w drzewo. Raczej nie będę odkrywcza, kiedy powiem, że bolało, prawda?
Biegłam przed siebie, usiłując uniknąć konfrontacji z ubranymi na czarno mężczyznami. Zaskoczyłam ich, dlatego jeszcze byłam w stanie jako tako uciec. Inni chyba nie mieli takiego szczęścia, o ile szczęściem można nazwać zbieganie przed jakimiś żołnierzami z bólem w klatce piersiowej. A może chodziło im o wolność? To trochę… zbyt idealistyczne? Może chcieli po prostu się wydostać z tego piekła. Niezbyt im się to udało, wnioskując z opowieści, krążących po naszym obozie.
Doganiali mnie. Odwróciłam się na chwilę i to był mój błąd. Potknęłam się, przekoziołkowałam kilka razy i poczułam mocne uderzenie. Po delikatnym dotyku liści wywnioskowałam, że uderzyłam w drzewo. Raczej nie będę odkrywcza, kiedy powiem, że bolało, prawda?
Jeden
z mężczyzn podszedł do mnie. Wyczuwałam płynącą od niego niezbyt subtelną woń
potu, nieudolnie maskowaną jakimś typem wody kolońskiej. Wstrzymałam oddech.
Niech nie wyczuje, błagam, niech nie wyczuje…
Facet spojrzał na mnie. Nie widziałam tego, ale czułam. Przed moimi oczami zaczęły tworzyć się ciemne plamy. Nie wytrzymam, zaraz wezmę głęboki oddech, odkryją, że ze mną wszystko w porządku i wrócę tam, do tego miejsca. Powtarzałam im, że jestem Zielona, ale nie chcieli mnie słuchać. Czemu…?
Facet spojrzał na mnie. Nie widziałam tego, ale czułam. Przed moimi oczami zaczęły tworzyć się ciemne plamy. Nie wytrzymam, zaraz wezmę głęboki oddech, odkryją, że ze mną wszystko w porządku i wrócę tam, do tego miejsca. Powtarzałam im, że jestem Zielona, ale nie chcieli mnie słuchać. Czemu…?
Poczułam,
jak ktoś mnie szturcha. Starałam się nie ruszać. Płuca piekły, domagając się
swojej dawki tlenu. A ja leżałam pod tym drzewem i próbowałam wmówić im, że
wszystko jest w porządku. Zaraz odetchnę.
Mężczyzna przyłożył ucho do mojej klatki piersiowej. Jego zarost kuł mnie w miejsce, w którym mundur się trochę rozerwał. Miałam ochotę odepchnąć faceta od siebie. Cholera. Wyczuje bicie serca. Wszystko na nic. Równie dobrze mogłam przed nimi stać i krzyczeć „Nie złapiecie mnie!”.
Mężczyzna przyłożył ucho do mojej klatki piersiowej. Jego zarost kuł mnie w miejsce, w którym mundur się trochę rozerwał. Miałam ochotę odepchnąć faceta od siebie. Cholera. Wyczuje bicie serca. Wszystko na nic. Równie dobrze mogłam przed nimi stać i krzyczeć „Nie złapiecie mnie!”.
Ale
jednak żołnierz wstał i krzyknął do swoich kolegów:
- Dobra, jest martwa!
- Dzwonić po służby?- Zawołał inny.
- Nie, tu jej raczej nikt nie znajdzie. Nie będziemy ich specjalnie ściągać na drugi koniec kraju, nie?
Usłyszałam jak odchodzą. Chciałam się podnieść, ale nie miałam siły. Wolałam również poczekać na moment, który będzie w mojej opinii najodpowiedniejszy na wstanie z ziemi. W całym tym zamieszaniu zapomniałam jednak o najważniejszej rzeczy: oddychaniu.
Wśród czarnych plam tonął ten mroczny świat, w którym pełno ludzi nieprzyjaznych nam, ocalonym.
- Dobra, jest martwa!
- Dzwonić po służby?- Zawołał inny.
- Nie, tu jej raczej nikt nie znajdzie. Nie będziemy ich specjalnie ściągać na drugi koniec kraju, nie?
Usłyszałam jak odchodzą. Chciałam się podnieść, ale nie miałam siły. Wolałam również poczekać na moment, który będzie w mojej opinii najodpowiedniejszy na wstanie z ziemi. W całym tym zamieszaniu zapomniałam jednak o najważniejszej rzeczy: oddychaniu.
Wśród czarnych plam tonął ten mroczny świat, w którym pełno ludzi nieprzyjaznych nam, ocalonym.
Wśród tych czarnych plam
skrywał się mój własny umysł.
Subskrybuj:
Posty (Atom)