Jesteśmy jedynymi, którzy potrafią was uwolnić od traumy, jaką przeżyliście.
Jesteśmy jedynymi, którzy posiadają taką moc i chcą wam pomóc.
Jesteśmy Projektem Tomhet. Wymazujemy pamięć wszystkim, którzy potrzebują odpoczynku od tego, co ich spotkało. Potrafimy sprawić, że zapomnicie o obozach, eksperymentach, projektach, Lidze Dzieci.
Ja, Uriah, Danny, Spike, Jenny, Striker, Błysk i Zeta. Ośmioro Pomarańczowych. Dzięki współpracy uciekliśmy zanim nas dowieziono do Thurmond. I nawet nie wiemy jak to zrobiliśmy.
Głównie dlatego, że wymazaliśmy pamięć o całej akcji. Zbyt wiele się wtedy wydarzyło. Rozdzielono mnie z moją przyjaciółką. Tyle pamiętam. Trzask wybijanej szyby, jej odłamki rozbijające się na drodze, skok Błyska, jego krzyk. Autobus się zatrzymał.
A potem... niewiele wiem. Udało nam się wedrzeć do jakiejś drewnianej chatki, lekko nadgryzionej zębem czasu i pleśnią.
Nasz mechanizm działania jest prosty. Szukamy plemion. Wdzieramy się do umysłów jego członków. Sprawdzamy, kto jest naprawdę umysłowo zniszczony. Jedno z nas prowadzi "pacjenta" do reszty. Kasujemy mu pamięć o traumatycznych wspomnieniach. Odprowadzamy do plemienia i tyle. Cała operacja zazwyczaj przebiega bez problemu.
Dopóki nie nadchodzi ten trudny dzień, w którym musisz wypełnić schemat udręczonego Pomarańczowego czyszczącego pamięć komuś, na kim mu zależy.
Tego dnia Uriah był niespokojny. Nie poprawiał nawet kosmyków przydługich blond włosów, wpadających mu do brązowych oczu. Miał zaciśnięte usta i gniewnie wpatrywał się w ziemię. Co jakiś czas drżał nerwowo.
- Na Urizena, Uriah, co się dzieje? - zapytałam.
- Czuję to. Znowu. Skrzywdzony umysł. - Splunął na ziemię z pogardą.
- Blisko?
- Bardzo.
- Zeta! - zawołałam. Poczułam go tuż za sobą. To świdrujące spojrzenie jednego niebieskiego oka. Drugie, chociaż otwarte, było całkowicie białe. Ślepe. Twarz Zety zakrywała do nosa czarna chusta z czerwonym znakiem Psi, skradziona jakiemuś żołnierzowi SSP. Zeta nie chciał pokazywać blizn, które miał na twarzy. Blizny od zbyt ciasnego kagańca, jaki nałożyli mu na twarz rodzice. Werżnął mu się tak ostro, że ślady nie zeszły. Może dlatego, że nosił go przez jakieś trzy lata.
- Zeta, znajdź pacjenta - poleciłam. Kiwnął głową. Już po chwili zniknął gdzieś w tle.
Uriah znowu zadrżał. Chciałam podejść do niego i go pocieszyć, ale nie wiedziałam jak to zrobić. Wdarłam się do jego umysłu i usiłowałam zobaczyć, co wywołało w nim taką reakcję.
Nie!
Ryk umysłu Uriaha odrzucił mnie lekko. Skrzywiłam się. Uriah zacisnął pięści i wstał z kamienia, na którym siedział. Wykonał gest, jakby coś we mnie ciskał. Nie zdążyłam zareagować. Moje ciało automatycznie uległo sile jego umysłu i posłusznie padło na ziemię.
Nie rób tego więcej!
- Uriah - szepnęłam. Wiedziałam, że ten głos rozlega się w mojej głowie. Że słyszę to tylko ja.
Żadne Uriah! Chcesz mną zmanipulować, jak wy wszyscy!
- Proszę, nie - jęknęłam.
Danny przybiegł do nas i zanim Uriah zdołał zareagować powalił go na ziemię. To zerwało więź między naszymi umysłami. Wstałam podczas gdy Danny wyraźnie skupił się na wejściu w umysł Uriaha.
- Ari, znajdź Strikera, powinien gdzieś się kręcić - sapnął Danny, przyciskając głowę Uriaha do ziemi.
Kiwnęłam głową. Popędziłam przed siebie. Wiedziałam, że Striker robi coś w tym malutkim lasku blisko naszej chatki. Na tym moja wiedza, niestety, kończyła się.
Zauważyłam chudą postać Strikera z jego czerwono-żółtymi włosami. Wyciągał rękę w kierunku brązowego zająca, który bardzo szybko poruszał nosem i wpatrywał się w mojego kolegę "po fachu" z dziwną ufnością. Striker wykonał lekki, ledwie zauważalny gest. Zwierzę zesztywniało, po chwili stanęło na dwóch łapach.
- Świetnie zrobione, Charlie - wymruczał Striker. Wykonał kolejny gest i zając wrócił do stania na wszystkich łapkach. Striker pogłaskał zająca i roześmiał się cicho.
- Striker - rzuciłam. Brakowało czasu. Danny był silny, ale Uriah miał wielką siłę umysłu.
- Zostań tu - nakazał zwierzęciu.
- Musisz ze mną iść, teraz. Uriah ześwirował, Danny go przygwoździł... nie wiem ile mamy czasu.
Striker otworzył szeroko te swoje żółte oczy i pobiegliśmy do chłopaków.
Uriah leżał nieprzytomny. Jego długie blond włosy były teraz brudne od ziemi i rozsypane dookoła. Danny siedział obok, skulony, jakby coś go bolało.
- Na Urizena Architekta, co tu się stało? - zapytałam z przerażeniem.
- Z jego umysłem nie jest dobrze, chyba ma jakąś paranoję - wymruczał Danny, kiwając się do przodu i do tyłu. - Skasowałem mu to, ale to może wrócić.
Byłam wstrząśnięta. Uriah dotąd był najbardziej racjonalny z nas wszystkich. Jak to możliwe, że to on dostał jakichś odpałów? A może racjonalność to tylko przykrywka? Albo zwariował od wyczuwania skrzywdzonych umysłów?
Striker uklęknął przy Uriahu.
- Ale czemu jest nieprzytomny? - zapytał podejrzliwie.
- To po usunięciu paranoicznych myśli - wyjaśnił Danny, nie przestając się kiwać.
Minęło jeszcze kilka minut zanim Zeta przyprowadził przed nas pacjenta, tak właściwie pacjentkę.
Zamarłam.
Znałam ją.
Znałam te splątane, brudne blond włosy, to udręczone spojrzenie oczu o niezidentyfikowanym kolorze, te usta, zaciśnięte tak, że tworzyły cienką kreskę, tę bliznę w kształcie półksiężyca na lewym policzku.
- Ari - chrypnęła, uśmiechając się lekko. - Ariano, pamiętasz jeszcze jak... jak...
- O kur... - wyrwało mi się.
Zeta podtrzymywał jej ręce za jej plecami, aby nie mogła uciec. Patrzył widzącym okiem gdzieś w bok.
- Ari - wymruczała, chichocząc nerwowo. - Ari, wiesz co to Jamboree?
Kiwnęłam głową. To ten cholerny projekt, w którym piorą Czerwonym mózgi.
Jej ciałem wstrząsnął gwałtowny dreszcz. Lewa ręka podrygiwała jej silnie. Zeta ciągle trzymał ręce dziewczyny, więc ta jęknęła z bólu.
- Ari, Ari, kochana, skończ to - poprosiła, śmiejąc się przez łzy. - Zabij mnie, nie wiem, zrób cokolwiek!
Milczałam. Musiałam jednak podjąć decyzję.
Wniknęłam do jej umysłu. Okropne obrazy pojawiały się raz po raz. Pokój, w którym głosy kazały ci się poddać leczeniu i odrzeć z własnej tożsamości. Szeregi Czerwonych z tępymi, obojętnymi minami. Czerwoni wijący się na podłodze w drgawkach.
To trzeba było usunąć.
I tak zrobiłam.
Jesteś Zielona, na imię ci Emma.
Tępy wyraz jej twarzy utrzymywał się nawet wtedy, kiedy Zeta zabierał ją znowu do jej plemienia.
Tam już nie dotarła.
czwartek, 23 kwietnia 2015
Rozdział VI
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Kompletnie nie rozumiem tego rozdziału, ale czekam na kolejny XD :3 ^_^
OdpowiedzUsuń